O nas

Mandat z zagranicy - jak zapłacić, by nie przepłacić

Od 15 do nawet 600 euro może kosztować przekroczenie prędkości na niemieckiej drodze. Słowacy, Czesi czy Litwini także karzą kierowców bez pobłażania. Nierozważna próba uregulowania należności może sprawić, że do kwoty mandatu dojdzie pokaźna suma za przewalutowanie i prowizje. Jak się przed tym ustrzec?

Fotoradar

Najgorsze zdjęcia z zagranicznej podróży dopadają ludzi zwykle kilka tygodni po powrocie do domu. Wyglądają dość podobnie - widać twarz siedzącego za kierownicą i numery rejestracyjne auta. Istotniejszy od fotografii jest załącznik. Zawiera informacje o przekroczeniu prędkość i wezwanie do zapłaty. Kwoty bywają niebagatelne. I są wyrażane w walutach, którymi z reguły nie posługujemy się na co dzień.

Co mi zrobisz, jak mnie nie złapiesz?

W pierwszej reakcji na zagraniczny mandat kierowcę zazwyczaj ogarnia mieszanka rozżalenia i złości. Przez głowę mkną myśli: “Że też nie mogli sobie darować... Że musieli akurat mnie ustrzelić...”.

Gdy mija złość, najczęściej zaczyna się etap buntu i działania. Polega na przeczesywaniu internetu, obdzwanianiu znajomych, by dowiedzieć się, co się może stać, jeśli nie zareagujemy na wezwanie. Poszukiwanie wiarygodnych źródeł informacji, wykładni prawa oraz opowieści rodaków, którzy także wpadli w oko fotoradaru za granicą, a unijny system wymiany danych posłużył do namierzenia ich nazwiska oraz adresu na bazie numerów rejestracyjnych auta.

Na ogół nikt nie spieszy się, aby rozstać się z równowartością np. 100 euro. Naprędce znajdą się pilne potrzeby lub dużo lepsze pomysły na spożytkowanie takiej kwoty. Łatwo też znaleźć dla siebie usprawiedliwienie. Np. coś w rodzaju: droga była przecież pusta, prędkość tylko trochę za duża, a w ogóle to inni łamią przepisy o wiele częściej... Dlatego chcemy się dowiedzieć, czy da się z tej sytuacji wybrnąć bez szwanku dla portfela.

Strach byłoby tam wrócić

Z zagranicy do Polski docierają z reguły wezwania mandatowe. W wypadku zlekceważenia takiego wezwania, po roku czy dwóch latach sprawa może się przedawnić. I to byłaby wersja optymistyczna dla kogoś, kto zamierza się wymigać od płacenia. Istnieją jednak co najmniej dwie wersje pesymistyczne.

Na kłopoty można się narazić już w chwili, w której wrócimy do kraju, w którym pozostały nieuregulowane rachunki. Wystarczy niezawiniona stłuczka czy rutynowa kontrola, a funkcjonariusze z pewnością upomną się o zaległości. Policji np. w Niemczech może nie interesować żarliwe tłumaczenie, że kierowca nie ma przy sobie gotówki.

Strach przed ponowną zagraniczną podróżą nie zamyka jednak kłopotliwych następstw zlekceważenia pisma ze zdjęciem i informacją o przekroczeniu prędkości. Pozostawione bez odpowiedzi wezwanie mandatowe zmieni się w mandat i do polskiego sądu trafi wniosek o ukaranie sprawcy wykroczenia. Wnioskodawca może wprawdzie uznać, że sprawa nie jest warta zachodu. Trzeba zadbać o przysięgłe tłumaczenie dokumentów, podobnie rzecz miałaby się z zeznaniami świadków. Mimo to w polskich sądach odbywają się już sprawy o zagraniczne mandaty i nie są to wyjątki. Zagraniczne instytucje, poprzez firmy windykacyjne, dochodzą od polskich kierowców nawet należności za nieopłacone parkowanie.

Karę wymierzoną w euro najlepiej płacić w euro

Co w sytuacji kiedy kierowca, otrzymawszy wezwanie, poczuwa się do winy, woli zapłacić, by spokojnie spać i nie bać się wyjazdu za granicę? Na wezwaniu mandatowym na pewno widnieje konto oraz IBAN, czyli międzynarodowy numer rachunku bankowego, a także numer postępowania w danej sprawie. Pozostaje kwestia dokonania przelewu. Można to zrobić ze złotowego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Jednak po dokonaniu operacji okaże się, że banki pobrały prowizje za przewalutowanie i transfer pieniędzy. W skrajnych wypadkach kwota dodatkowych kosztów może przekroczyć wysokość kary. Taniej wyjdzie skorzystanie z przelewu SEPA, wtedy prowizja najczęściej wynosi 5 zł. Jednak nie wszystkie banki realizują takie operacje. Tanio i z bezpośrednim dostępem do walut można zrealizować operację poprzez kantor w sieci realizujący opcję przelewów walutowych. W serwisie Cinkciarz.pl konto można założyć poprzez internet - szybko, nie wychodząc z domu, i bezpłatnie, by następnie kupić tam po korzystnym kursie wybraną walutę i zlecić przelew mandatu z prowizją - 5 zł. Uwaga, aby urząd nie miał problemów z rozpoznaniem nadawcy przelewu warto podczas realizacji transakcji dopisać własny tytuł przelewu np. numer mandatu.

Najlepiej zdjąć nogę z gazu

W Polsce przyjęła się niepisana zasada, że przekroczenie prędkości o mniej niż 10 km/h najczęściej uchodzi kierowcy bezkarnie. Znani z przywiązania do porządku Niemcy nie miewają podobnych rozterek. Wlepiają mandaty nawet wtedy, gdy fotoradar uchwycił samochód jadący o kilka kilometrów za szybko.

Mandatowe widełki za przekroczenie dopuszczalnej prędkości w naszym kraju rozciągają się od 50 do 500 zł. W Niemczech istnieją drobne różnice dotyczące łamania zasad w terenie zabudowanym i niezabudowanym, a taryfikator wygląda następująco: do 10 km/h - 15 euro, o 11-15 km/h - 25 euro, o 16-20 km/h - 70 euro, o 21-25 km/h - 80 euro, o 26-30 km/h - 95 euro, o 31-40 km/h - 160 euro, o 41-50 km/h - 240 euro, o 51-60 km/h - 440 euro, powyżej 60 km/h - 600 euro.

Także słowacki kodeks drogowy karze przekraczających prędkość bez pardonu: (taryfikator poza terenem zabudowanym) do 6 km/h - upomnienie, o 6-15 km/h - 20 euro, o 15-25 km/h - 40 euro, o 25-29 km/h - 50 euro, o 29-35 km/h - 100 euro, o 35-40 km/h - 200 euro, o 40-45 km/h - 300 euro, o 45-50 km/h - 400 euro, o 50-55 km/h - 500 euro, o 55-60 km/h - 650 euro, powyżej 60 km/h - 650 euro i więcej: wniosek do sądu.

W Czechach też nie warto łamać przepisów, ponieważ za przekroczenie prędkości do 20 km/h zapłacimy 1000 koron, o 20-30 km/h - 2500 koron. W Czechach trzeba też się pilnować z wjazdem na autostradę, ponieważ za brak winiety płaci się aż 10 tys. koron kary.

Z kolei na litewskich drogach każdy kilometr powyżej dozwolonego limitu może kosztować 3 euro.

 

Powrót do listy wiadomości


Zobacz również: