Black Friday i Cyber Monday – łap okazje, ale nie daj się złapać

20.11.2019 11:59|Cinkciarz.pl

Na wyprzedaży możesz zdobyć pełnowartościowy towar za połowę ceny, a czasami nawet z 80-procentową zniżką – prawda czy fałsz? Paradoks polega na tym, że obie odpowiedzi mogą okazać się poprawne.

Na zakupach lepiej nie kierować się skalą obniżki, tylko realną wartością towaru, o czym warto pamiętać zwłaszcza w przededniu Black Friday i Cyber Monday.

11 listopada gigantycznymi wyprzedażami kusiły chińskie platformy transakcyjne. Przegapiliście? Nie szkodzi. Już na przełomie listopada i grudnia znów można polować na duże przeceny. Handlowcy skrupulatnie dbają o to, byśmy wiedzieli, co się szykuje. Od kilku tygodni zewsząd trwa bombardowanie reklamami, kto i jak bardzo zetnie ceny oferowanych towarów. Czy rzeczywiście zaczyna się zakupowe eldorado?

Nie tak dawno temu w Ameryce...

Kilkanaście ofiar śmiertelnych i ponad 100 z rozmaitymi obrażeniami – to nie raport z katastrofy kolejowej, tylko nieco ponad dziesięcioletni bilans wyścigu klientów o produkty z wyprzedaży na Black Friday w USA. Właśnie w Stanach Zjednoczonych powstała tradycja, z której czerpią dziś handlowcy oraz konsumenci z niemal całego świata. Jaka jest geneza tego zwyczaju?

Co roku w każdy czwarty czwartek listopada Amerykanie uroczyście obchodzą Święto Dziękczynienia, które w pewnym uproszczeniu stanowi odpowiednik polskich dożynek. Nie bez znaczenia będzie tu fakt, że na przełomie wieków XIX i XX wystawne świąteczne parady sponsorowały znane i duże domy towarowe, które już nazajutrz starały się odzyskać część zainwestowanych pieniędzy, wabiąc ludzi do swoich sklepów i stoisk.

W połowie ub. stulecia piątek przypadający tuż po Dniu Dziękczynienia stał się wprawdzie nieoficjalnym, ale już dość powszechnym dniem nadzwyczajnych promocji i wyprzedaży w całych Stanach Zjednoczonych oraz początkiem handlowej gorączki związanej z zakupami bożonarodzeniowych prezentów.

Obie strony transakcji mogły czuć się wygrane. Ludzie kupowali towary po znacznie obniżonych cenach, a sprzedawcy cieszyli się z podwyższonych obrotów i opróżnionych magazynów. Zdarzało się niestety, że nadzwyczajne przeceny budziły demony zapalczywości u klientów. Gdy przed centrami handlowymi tworzyły się kolejki, w chwili otwarcia drzwi dochodziło do wypadków.

Mimo to Europejczycy szybko pozazdrościli Amerykanom handlowego święta. Na Starym Kontynencie też przyjął się zwyczaj, którego ruchoma data zależy od Dnia Dziękczynienia w USA.

Handlowe szaleństwo nie ogranicza się zresztą do jednego dnia. Nawet jeśli kulminacja obniżek i kampanii reklamowych co roku koncentruje się wokół Black Friday, to często mamy do czynienia z całym weekendem lub nawet tygodniem wyprzedaży. Dzieje się tak m.in. dlatego, że sprzedaż ze sklepów stacjonarnych w znacznej mierze przeniosła się do cyberprzestrzeni. Internetowe sklepy starały się czy też wciąż starają wylansować własne wyprzedażowe święto – Cyber Monday, które przypada w pierwszy poniedziałek po Black Friday.

Rozróżniaj wielką obniżkę od wielkiej okazji

Przeceny rzędu 50-70 procent mogą rozpalić wyobraźnię i sprawić, że stracisz czujność, dając się wciągnąć w misterną grę. Jakie są jej kulisy?

Załóżmy, że zamierzam kupić nowy telewizor o wartości ok. 5-6 tys. zł. Skoro nie chodzi o towar pierwszej potrzeby, mogę wstrzymać się z zakupem nawet kilka miesięcy, licząc, że w Black Friday czy Cyber Monday zaoszczędzę 2-3 tys. zł. I takie okazje rzeczywiście się trafiają. Bywa jednak też inaczej…

– Sprzedawcy zastawiają swoiste pułapki, aby przykuć możliwie duże zainteresowanie. Może się np. zdarzyć, że cena najpierw zostanie wywindowana, by następnie przeceny wyrażane w procentach czy też kwotach bezwzględnych wyglądały bardziej spektakularnie. Warto to sobie uzmysłowić, zwłaszcza przed okresem wzmożonych wyprzedaży – tłumaczy Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Jak nie dać się złapać w pułapkę? Przyda się chłodna głowa i chwila rozwagi. – Nie dajmy się zwieść skali przeceny, tylko sprawdźmy, ile dany towar kosztuje u różnych sprzedawców, co dziś w dobie powszechnego dostępu do internetu nie powinno zabrać wiele czasu. Wtedy może się okazać, że wielka obniżka wcale nie stanowi wielkiej okazji – wyjaśnia analityk Cinkciarz.pl


W kolebce wyprzedaży

Na internetowych forach dyskusyjnych przewijają się głosy, że na Black Friday prawdziwe gratki cenowe znajdziemy w zagranicznych, zwłaszcza amerykańskich sklepach, podczas gdy rodzimi handlowcy bardziej pozorują wyprzedaże, niż faktycznie tną ceny o kilkadziesiąt procent. Oczywiście, takie uogólnienie może wydać się krzywdzące.

Niemniej jednak witryny internetowych sklepów oraz platform sprzedażowych z różnych stron świata dają dziś możliwość porównania, kto tak naprawdę oferuje najlepsze ceny i największy wybór towarów.

Rzut oka do kraju kolebki wyprzedaży powie, że amerykański handel detaliczny ma się świetnie. W trzecim kwartale br. wyniki Walmartu, czyli największej sieci handlowej w USA, przebiły szacunki ekonomistów, zwiększyły się również prognozy dotyczące zysku w 2019 r.

Z kolei statystyki dotyczące Black Friday mówią, że z roku na rok Amerykanie wydają w tym okresie coraz więcej pieniędzy. W 2007 r. była to sumarycznie kwota 34,6 mld dolarów, a 10 lat później już 58,3 mld USD.

Duże obroty oraz ponadplanowe zyski rzeczywiście mogą skłaniać amerykańskich sprzedawców do szerszych wyprzedażowych gestów. Z pozycji europejskiego klienta zakupy w USA wcale nie są skomplikowane. Nie tylko przy okazji Black Friday Europejczyków kusi np. inny amerykański gigant – Amazon.com

Przeogromny wybór towarów, ich jakość i ceny sprawiają, że wiele osób decyduje się tu na zakupy, mimo że na zamówienie z USA z reguły trzeba poczekać nieco dłużej. O ile nie jesteśmy zainteresowani tym, co proponuje niemiecki czy też brytyjski Amazon, ale właśnie towarami wprost z amerykańskiego centrum e-handlu, to istotną rolę odgrywa informacja: „Eligible for Shipping to Poland”.

Wprawdzie możemy sprowadzić do Polski nawet te przedmioty, którym wspomniana formuła nie towarzyszy. Jednak taka droga jest dłuższa, najczęściej droższa i wymaga nawiązania na własną rękę kontaktu z firmą, której domeną są przesyłki przez ocean. Na szczęście są to wyjątki. Sprzedawcy z USA z reguły nie zamykają się na Europę i nasz kraj.

Dokonanie trafnego wyboru ułatwiają nie tylko standardowe zdjęcia i dość szczegółowe opisy produktów. W wielu przypadkach można polegać także na krótkich nagraniach filmowych oraz opiniach innych nabywców wybranej rzeczy. Gdyby taki zasób udogodnień nie wystarczał, istnieje też opcja formułowania indywidualnych pytań do handlowców oferujących towary dostępne w Amazon.com

Pierwsze zakupy trzeba poprzedzić rejestracją, a każde kolejne logowaniem. Procedura nie jest skomplikowana. Nie wymaga też biegłej znajomości angielskiego. Na wszelki wypadek w sieci internetowej dostępne są poradniki, które krok po kroku – od przycisku ”Create your Amazon account'' po potwierdzenie hasła – przeprowadzają przez proces rejestracji. Co istotne, konto założone np. w amerykańskim sklepie służy także do robienia zakupów w niemieckim czy też brytyjskim oddziale Amazona.

Ścieżka zakupów w Amazon.com nie różni się od większości sklepów internetowych. Wybrane produkty najpierw odkłada się do wirtualnego koszyka (Add to Cart), następnie trzeba udać się do kasy (Proceed to checkout), gdzie wypełniamy formularz z danymi zamawiającego, po tym formę dostawy – od najtańszej i trwającej najdłużej (do 32 dni roboczych) po ekspresową i zarazem najdroższą. Zwieńczeniem procesu jest wybór formy płatności. Po tym pozostaje już tylko finał (Place your order) i oczekiwanie na zamówienie.

Płać, jak uważasz, ale uważaj, jak płacisz

Zakupy i sprowadzanie produktów od sprzedawców spoza Unii Europejskiej może się wiązać z dodatkowymi kosztami. Wiadomość dobra jest taka, że przepisy zakładają pewną tolerancję. Otóż przesyłki, których wartość nie przekracza 150 euro, nie podlegają ocleniu.

Zamawiając rzeczy droższe, trzeba się liczyć z tym, że paczka zostanie otwarta przez celników, wówczas przyjdzie zapłacić dodatkowo 3-8 proc. stawki celnej.

Ogólna zasada mówi, że klientowi opłaca się posługiwać walutą sprzedawcy, którą kupi na własnych i czytelnych warunkach. W innym wypadku można stracić pieniądze przy niekorzystnym przewalutowaniu i potrącaniu prowizji przez banki. Dlatego przed zakupami w zagranicznych sklepach na Black Friday warto skorzystać z usług internetowego serwisu wymianu walut.

Uwaga!

Zapoznaj się z regulaminem e-kantoru, zanim wymienisz np. złote na dolary. Niektóre serwisy, wytłuszczając swoje pozornie bardzo korzystne kursy walut, doliczają do każdej transakcji prowizje, o czym także informują, tyle że już „małym druczkiem”, w którymś z punktów regulaminu.

Cinkciarz.pl nie zaskakuje klientów takimi dodatkowymi kosztami – walutę wymienia bez prowizji, a to, ile zapłacisz za np. 250 dolarów, możesz łatwo obliczyć, sprawdzając na: https://cinkciarz.pl/wymiana-walut.

Rozpocznij chat